„Nie mogę adoptować psa, bo pracuję.”
„Często nie ma mnie w domu, więc pies będzie się męczył, zostając sam.”
„Tak mi go żal… nie potrafiłbym zostawić go samego na kilka godzin.”
To zdania, które słyszymy najczęściej od osób, które rozważają adopcję – i w ostatniej chwili się wycofują. Wypowiadane z troską, często z dobrymi intencjami. Problem w tym, że bardzo rzadko mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością i realiami życia psa w schronisku.
Jeśli myślisz, że pies w schronisku odpoczywa, wysypia się, wychodzi regularnie na spacery i czeka na lepsze jutro w spokoju – grubo się mylisz.
Schronisko to nie azyl. To więzienie.
Szacuje się, że w Polsce na dom czeka około 400 tysięcy psów. Większość z nich przebywa w miejscach nazywanych „schroniskami”. Ta nazwa brzmi bezpiecznie, niemal ciepło. Kojarzy się z opieką i schronieniem. Niestety – to tylko mylne wrażenie.
Owszem, istnieją schroniska prowadzone z sercem. Takie, w których ludzie naprawdę się starają. Ale można je policzyć na palcach jednej ręki. Dla psa każde schronisko jest więzieniem. I to więzieniem o zaostrzonym rygorze.
Z tą różnicą, że w więzieniu:
- jest codzienny spacerniak,
- jest toaleta,
- jest cisza nocna.
W schronisku nie ma żadnych z tych „przywilejów”.
Codzienność za kratami
Schronisko to betonowy boks z kratami, często dzielony z innymi psami. Jeden silniejszy, drugi słabszy – trzeba się podporządkować albo walczyć o swoją pozycję. Jedna miska, podawana raz czy dwa razy dziennie. Jeśli dominujący pozwoli – zjesz. Jeśli nie – zostaniesz głodny. Woda? Też nie zawsze jest oczywistością.
Kąt boksu staje się jedynym bezpiecznym miejscem.
Spacery? Jeśli są – to rzadko. Najczęściej tylko wtedy, gdy przyjadą wolontariusze. Są psy, które latami nie opuszczają boksu. Bo schronisko nie zgadza się na wolontariat. Bo pracownik „nie ma czasu”. Bo „nie ma rąk do pracy”.
To właśnie dzięki wolontariuszom widzicie w Internecie zdjęcia psów na trawie, z uśmiechem na pysku. To oni wyciągają je zza krat, robią zdjęcia, piszą ogłoszenia. Te obrazy często fałszują rzeczywistość, bo pies wraca potem do boksu. Na kolejne dni, tygodnie, miesiące.
Większość czasu pies w schronisku:
- siedzi za kratami,
- zapada w depresję,
- wciska się w kąt,
- czuwa zamiast spać,
- walczy o przetrwanie.
Nie ma przytulenia. Nie ma swojego człowieka. Jest hałas, szczekanie, wycie, zapach strachu i śmierci. Psy stare, chore i słabsze często odchodzą w samotności.
Ratując jednego psa nie zmienisz świata ale ten swiat zmieni się dla niego
„Nie pójdę do schroniska, bo nie poradzę sobie z emocjami”
Rozumiemy to. Schronisko jest straszne. Wszystkie psy chcą wyjść, a Ty możesz zabrać tylko jednego. To boli.
Ale pomyśl przez chwilę:
Ty spędzisz tam kilkadziesiąt minut.
One spędzają tam kilkadziesiąt dni, miesięcy, a czasem całe życie.
Jako ludzie dźwigamy wiele: stratę bliskich, rozstania, choroby, utratę pracy. Dźwigniemy też wizytę w schronisku. Dla siebie. Dla nich.
Ratując jednego psa, nie zmienisz całego świata. Ale zmienisz cały świat zmieni się tego jednego psa.
A teraz spójrzmy prawdzie w oczy: czym jest życie psa?
Psy są prostsze, niż nam się wydaje. Ich świat składa się z kilku podstawowych potrzeb:
spacer – jedzenie – sen – bliskość człowieka
I znów: spacer, jedzenie, sen, bliskość.
Psy nie pracują. Nie siedzą przy komputerze. Nie robią zakupów. Nie sprzątają. Jeśli są wybiegane i najedzone – śpią przez większość dnia.
Dzień psa w schronisku
Rano:
wrzucona miska. Jeśli zdąży – zje. Jeśli nie – głoduje. Sprzątanie boksu. To cały kontakt z człowiekiem.
W ciągu dnia:
brak spaceru. Brak zabawy. Brak dotyku. Strach. Czujność. Gotowość do obrony.
Popołudnie:
kolejna miska. Kolejne sprzątanie. Znów stres i walka o swoje miejsce.
Noc:
zimny, betonowy kojec. Czujny, nie dający realnego odpoczynku sen. Wycie innych psów. Zapach choroby, bólu i śmierci.
A teraz przyjrzyjmy się, jak może wyglądać dzień psa w domu
Poranek:
radość na widok swojego człowieka. Spacer – intensywny, prawdziwy. Pełna miska. Własne posłanie. Sen. Głęboki, spokojny.
W ciągu dnia:
kilka, kilkanaście godzin snu. Pies odpoczywa, regeneruje się. Czeka, ale w spokojnych i bezpiecznych warunkach.
Popołudnie:
dźwięk klucza w drzwiach. Eksplozja radości. Kolejny spacer. Zabawa. Kontakt. Bliskość.
Wieczór:
spokojny spacer. Kolacja. Leżenie na kanapie. Brzuch do góry – znak pełnego zaufania i bezpieczeństwa. Sen.
To jest szczęśliwy pies.
Więc odpowiedz uczciwie na pytanie
Czy naprawdę lepsze jest:
10 godzin samotności w bezpiecznym domu
czy
24 godziny strachu za kratami – dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku?
Bo pies w schronisku nie „czeka”.
Pies w schronisku próbuje przetrwać, gaśnie i traci życie, które mógłby mieć.


















































































