Adresatka czyli DAJ PSU GŁOS

„A bo on się pilnuje.”
„Niepotrzebujemy adresatki, mój pies chodzi cały czas na smyczy.”
„Po co? Przecież ma czipa.”
„W domu zdejmuję obrożę, bo go uwiera.”

To najczęstsze argumenty przeciwko adresatce. Argumenty, które słyszymy niemal codziennie. I niestety – bardzo często słyszymy je tuż przed tym, jak pies znika.

Adresatka ratuje życie. Oszczędza czas, nerwy i łzy. Skraca poszukiwania z dni do minut. Dlatego tak często o niej mówimy i dlatego tak bardzo naciskamy, by każdy pies ją nosił. Adresatka to głos psa. Głos, którego sam nie ma.

A więc czym właściwie jest adresatka? Jest to:

  • mała grawerowana blaszka z numerem telefonu,
  • zakręcana tubka,
  • skórzane serduszko na obroży,
  • a nawet numer telefonu napisany wodoodpornym markerem.

 

Forma jest drugorzędna. Liczy się jedno: kontakt do opiekuna na psiej szyi.

Poniżej dwie prawdziwe historie psów, które adresatek nie miały. Moglibyśmy opisać ich setki. Wystarczą jednak dwie, by zrozumieć, jak niewiele potrzeba, by uniknąć dramatu.

1. CASE STUDY – MISIA

Misia (nie była podopieczną Fundacji Mikropsy, ale aktywnie pomagaliśmy w jej poszukiwaniach) przebywała w domu tymczasowym. Była świeżo po sterylizacji i nosiła kaftanik pooperacyjny. W domu opiekunowie zdejmowali jej obrożę z adresatką – bo „ciągnie”, „uwiera”, „przeszkadza”.

Jak to zwykle bywa, argumenty te okazały się bez znaczenia… dopiero po fakcie.

Pewnego dnia ktoś uchylił drzwi. Misia wybiegła na klatkę schodową, a chwilę później – prosto z bloku w siną dal. I tyle ją widziano.

Zaczęła się walka z czasem. A w przypadku zaginięcia psa każda minuta ma znaczenie. Godziny poszukiwań, dni niepewności, bezsenne noce, płacz i rozpacz. Pytania, które nie dają spokoju:

czy żyje?
czy nie wpadła pod samochód?
czy ktoś jej nie skrzywdził?

Po trzech dniach Misia się odnalazła. Trzech dniach stresu, siwych włosów i morza łez.

Jak się okazało, niemal natychmiast po ucieczce znalazły ją dwie Panie, które zauważyły psa w kaftaniku pooperacyjnym. Wzięły Misię do domu i rozpoczęły poszukiwania opiekunów. Dzięki plakatom i informacjom w lecznicach udało się połączyć fakty. Co więcej – Misia została przez nie adoptowana.

Happy end? Tak.
Ale niepotrzebnie okupiony strachem i chaosem.

Misia nie musiała zmieniać domu. Nie musiała przez trzy dni adaptować się do obcych ludzi. A dziesiątki osób nie musiały poświęcać godzin na poszukiwania.
Wystarczyła obroża z adresatką.

2. CASE STUDY – KOPEREK

Koperek trafił do nowego domu. Drugiego dnia po adopcji dostał buziaka, kocyk i został sam, gdy opiekunowie wyszli do pracy. Tuż przed wyjściem mama zaaplikowała mu krople na kleszcze i – „na chwilę” – zdjęła obrożę z adresatką, żeby preparat dobrze się wchłonął.

W międzyczasie syn wrócił z zakupami. Uchylił drzwi.
Koperek wyszedł. Cicho. Niezauważenie.

Po dwóch godzinach wszyscy rzucili swoje plany i ruszyli do działania. Rozpoczęło się wielogodzinne poszukiwanie: plakaty, lecznice, portale ogłoszeniowe, media społecznościowe. Do drugiej w nocy okolica była oblepiona ogłoszeniami. W stresie i zmęczeniu nikt nie myślał o śnie.

W głowie kłębiły się tylko pytania:
gdzie jest?
czy żyje?
czy jest mu zimno?
czy potrącił go samochód?

Nad ranem zadzwonił telefon: „Znalazł się!”

Koperek przeszedł kilka kilometrów. Około godziny 19 złapała go Pani spacerująca z dzieckiem. Ponieważ pies nie miał adresatki (miał jedynie zarejestrowanego czipa), zabrała go do domu, planując wizytę u weterynarza następnego dnia.

Od 19:00 Koperek był bezpieczny.
Ale nikt o tym nie wiedział.

Przez całą noc trwały poszukiwania, stres i strach – zupełnie niepotrzebnie. Jedna adresatka skróciłaby tę historię do jednego telefonu.

Nie znamy dnia ani godziny

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zachowa się zwierzę w sytuacji stresu, ciekawości czy nagłego bodźca. Nie możemy ufać w 100%, że pies „zawsze się pilnuje”. Nie znamy dnia ani godziny, kiedy coś pójdzie nie tak.

Ale możemy zrobić jedną, prostą rzecz.
Dać psu głos.

Adresatka kosztuje niewiele. A jej brak potrafi kosztować znacznie więcej – czas, zdrowie, a czasem życie.

Bo każdy zaginiony pies to czyjś strach, czyjeś łzy i czyjaś bezsenna noc. Dlatego zachęcamy, aby Wasze psy ZAWSZE miały na sobie obroże z adresatką, która będzie jego zabezpieczaniem na wypadek niespodziewanej sytuacji.

Zaginione/Znalezione Warszawa i okolice

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest
Share on linkedin
LinkedIn